Podsumowanie - Historia

Prof. dr hab. Jan Dzięgielewski

Historia Polski na tle powszechnej, tudzież historia Polski i powszechna - tak dokładnie nazywał się ten przedmiot i skupiał się na wybranych zagadnieniach z przeszłości Polski. Ich liczba była dość ograniczona, bo i przedmiot ograniczony do jednego semestru i ćwiczeń nie było, tylko sam wykład, co zresztą bardzo się profesorowi nie podobało. Mniej więcej jednak tak się nasze tematy prezentowały:

- tworzenie się stanów
- przywileje
- parlamentaryzm (bez tej wiedzy nie można żyć! A już na pewno nie można zdać egzaminu)
- szlachta polska
- przemiany gospodarcze XV-XVII wiek
- reformacja i kontrreformacja
- Polska pod zaborami
- ruchy polityczne XIX/XX wiek
- Józef Piłsudski

Wykłady z historii miały jedną poważną wadę - odbywały się w poniedziałek w godzinach 16.45 - 18.15.* Z tego względu ci, którzy tego dnia nie mieli innych zajęć, niekoniecznie chcieli przyjeżdżać wieczorem. Inni - jak ja - siedzieli w instytucie od rana, często jeszcze z niezbyt wygodnymi okienkami. Co nie zmienia faktu, że się pochwalę - byłam na wszystkich wykładach poza ostatnim ^^ Usprawiedliwieniem są oczywiście przygotowania do zerówki z literatury.

Jak same wykłady wyglądały? No cóż, frekwencja stopniowa spadała, aż w okolicach czwartych zajęć prof. Dzięgielewski niespodziewanie sprawdził obecność. Nie dało to jednak szczególnych efektów i pod koniec semestru zostało nas z dziesięć osób… z czego trzy przeczytały “Myśli nowoczesnego Polaka” Romana Dmowskiego. I znowu muszę się pochwalić, że do tej grupki należałam ;) Co prawda przez całość nie przebrnęłam, ale to dlatego, że z monitora słabo się czyta i w którymś momencie oczy mi wypłynęły :( Ostatecznie profesor - wyraźnie podłamany - podarł listę obecności. A my tak chcieliśmy zabłysnąć, że przychodzimy :(
Ostatecznie powiem, że wykłady były może i ciekawe, ale do słuchania, nie do robienia notatek. Ilość dygresji i przeskakiwanie z tematu na temat oraz rozwlekły sposób mówienia sprawiły, że notowało się bardzo ciężko. Choć, wbrew pozorom, trochę notatek mam, jednakże nie zawsze czytelnych i nie zawsze na temat. Byli jednak tacy, którzy posłuchać lubimy, nawet jeśli nie większość. Osobiście ze smutkiem stwierdzam, że późna pora i wielka, duszna sala działały na mnie usypiającą, mimo usilnych walk o utrzymanie przytomności.

Czas oczywiście ubarwiały nam rysuneczki:

obraz-013.jpgZaczynasz od lewej i idziesz w dół, a potem od góry do prawej… jakoś tak

Motylki, kwiatki, ślimaczki… wykład trwa, a tu wiosna idzie!obraz-016.jpg

obraz-018.jpg Kopulacja? A nie popatrzycie sobie :P EGZAMIN - trójkami do nieba szli:

Na samym początku mieliśmy mały problem z listą lektur, która z uporem godnym lepszej sprawy “będzie na przyszły tydzień”. Ostatecznie dotarła chyba w listopadzie i miała pięć stron, co mnie na początku przeraziło. Potem jednak okazało się plusem, bo przynajmniej było w czym wybierać. Innym problemem było trzech egzaminatorów - my chcieliśmy mieć wszyscy z prof. Dzięgielewskim, a profesor chciał mieć tylko z 1/3, resztę odsyłając do dr hab. Dariusza Kuźminy prof. UW oraz prof. dr hab. Dariusza Jarosza (później zrozumieliśmy dlaczego). Spowodowało to przepychanki na listach do poszczególnych profesorów. Zamieszki o swoje miejsce przypominały starcia kibiców na stadionie, ostatecznie cudem udało nam się podzielić (choć nie do końca proporcjonalnie).

Sam egzamin odbył się 4 lutego i zaczął się o 8.30, choć u różnych osób w różnym czasie. U prof. Dzięgielewskiego jedna trójka siedziała godzinę, rekordowa - godzinę dwadzieścia minut. Masakra, zwłaszcza dla czekających. Sama byłam w siódmej trójce i weszłam koło 14.00. Gdy wychodziłam, ludzie wciąż jeszcze czekali do prof. Jarosza, więc niektórzy mieli jeszcze gorzej… W każdym razie instytutowy korytarz nie jest dobrym miejscem na siedzenie przez sześć godzin i denerwowanie się. Było duszno, gorąco i nerwowo, wszyscy próbowali nauczyć się czegokolwiek z kiepskim skutkiem. W moim przypadku w którymś momencie stres przekroczył dopuszczalne granice normy (dość niskie, bo ja nerwowa jestem) i rzuciłam zeszyty i książki w kąt, stwierdzając, że i tak mnie poprawka czeka.

Do sali wchodziłam z Kamilem i Gosią. Jak się okazało - wszyscy mamy książki około-religijne. Ja wybrałam “Państwo bez stosów” Janusza Tazbira i “Zarobić na duszne zbawienie” Tomasza Wiślicza. Szczególnie polecam tę drugą pozycję - dobrze się czyta, duzo ciekawych przykładów. Oczywiście o ile kogoś interesuje życie religijne chłopów w XVI-XVIII wieku :) I o tej drugiej książce opowiadałam. Najlepiej z nas wypadł Kamil, który jak już zaczął mówić, to mówił rzeczy niesamowite, o których tylko ktoś w temacie wie. Podziwiam wiedzę. Gosia stresowała się strasznie, nie mniej niż ja, gdy dostałam najtrudniejsze z możliwych pytań - parlamentaryzm z Polsce… No cóż, pomińmy moją odpowiedź milczeniem, bo moja wiedza na ten temat leży, kwiczy i prosi o dobicie. Ci, co byli - wiedzą. I nigdy nie zapomną :)
Prof. Dzięgielewski ma jednak wielkie serca i stwierdził, że temu państwu to już piątki postawi, a mi też w sumie by postawił, więc mogłabym mu o czymś opowiedzieć. No to zaczęłam o dualizmie gospodarczym, bo to chyba jedyne, o czym cokolwiek wiem ;) Ostatecznie skończyliśmy jako trójka wesołych piątkowiczów :) Ale było to przeżycie niesamowite.

Dla porządku powiem, że prof. Dzięgielewski jest specjalistą od parlamentaryzmu, prof. Kuźmina - średniowiecza i nowożytności, a prof. Jarosz - dziewiętnastego i dwudziestego wieku. Każdy ma inną listę lektur, ale ostatecznie każdy wybrał coś dla siebie, choć na przykład prof. Jarosz zarządził obowiązkowo podręcznik, który… jest jeden w całej Warszawie, a dostać go można tylko na Koszykowej. U jak tu się nie dziwić, że kserokultura kwitnie?

Ostatecznie najciężej było u prof. Jarosza, który nie zaliczył około 7-8 osobom. U prof. Dzięgielewskiego było to ze 3-4, a prof. Kuźmina albo jest najłagodniejszy, albo trafił na najlepszych ;)
I tym oto sposobem rozstaję się już z historią, choć tyle lat byłam w klasach historycznych…

* Patrząc na to z perspektywy nowego planu, kiedy będziemy mieć zajęcia do dwudziestej - nie było tak źle. No cóż, jak to mawia Artur - studia dzienne, wykład wieczorny.

Published in: podsumowanie posemestralne (I) | on luty 19th, 2008 |

You can leave a response, or trackback from your own site.

Komentarze: 3 Leave a comment.

  1. On luty 28, 2008 at 9:53 przed południem Gosia F Said:

    Niezapomniane przezycia ;). Bardzo miło się czyta Twoje zapiski. Pozdr.

  2. On marzec 28, 2008 at 6:08 przed południem arek Said:

    Cóż u nas /zaocznych/ frekwencja była prawie że kompletna na wykładach Profesora opowiada fajnie ale faktycznie zrobić dobre notatki z jego wykładu udawało się tylko jednej osobie :)

  3. On kwiecień 25, 2009 at 12:36 po południu glin Said:

    ja mam teraz z nim zajęcia ;)

Leave a Comment