53. Międzynarodowe Targi Książki w Warszawie

Logo targów

Targi Książki odbyły się w dniach 15-18 maja 2008 w Pałacu Kultury w Warszawie. Czwartek był dniem zamkniętym, przeznaczonym dla profesjonalistów, natomiast przez pozostałe dni targi mógł odwiedzić każdy chętny. Ja - podobnie jak większość studentów IINiSB - postanowiłam wybrać się tam w piątek (miałam iść w czwartek, a w piątek jechać do domu… Dobrze, że w Internecie sprawdziłam godziny otwarcia).

Zaraz po w-fie, z plecakiem wypakowanym strojem i butami na zmianę, koło godziny 13.30 zawitałam pod Pałac Kultury i Nauki, oczywiście zachodząc od złej strony. Po krótkiej wycieczce krajoznawczej dookoła budynku, w celu znalezienia właściwego wejścia, dotarłam pod wielki transparent reklamujący Targi. Jeszcze tylko bilecik za dwa złote dla biednego studenta i wstąpiłam do przybytku papierowej rozmaitości.

Tak a propos biletów to chciałam powiedzieć, że nam smutno, bo bibliotekarze mieli takie specjalne identyfikatory i wchodzili za darmo, a studenci bibliotekoznawstwa już nie :( A co to, my mniejsze VIP-y jesteśmy? ;P

Na dzień dobry poczułam się mocno zagubiona i przytłoczona, nie bardzo wiedząc, gdzie właściwie iść. Nie załapałam się też na mapkę (e tam, one i tak nie pomagają. Albo ja nie umiem czytać map ;) ). Zaraz przy wejściu wpadła na Kubę, który objaśnił mi, żebym po prostu ruszyła przed siebie i szła. Na szczęście podróżując po długich, zakręconych i przeplatających się z sobą korytarzach co chwila wpadałam na znajome twarze. No i po pierwszej godzinie już na tyle się rozeznałam, co i jak, że następne półtorej godziny można było poświęcić na bliższe przyjrzenie się poszczególnym stoiskom. Na początku po prostu gapiłam się na wszystko z lekką konsternacją, co ja tu robię i jak mam z tego zrobić notatki, potem na szczęście się opamiętałam, schowałam zeszyt i zajęłam się książkami :)

Dołączyłam się do spotkanej Anety i razem udałyśmy się na drugie piętro, gdzie kryło się przed nami to, czego tak usilnie nie mogłyśmy znaleźć na dole - dla mnie były to wydawnictwa Iskry i Znak, dla Anety stoisko Ambasady Japońskiej. Iskry zafundowały sobie chyba najładniejsze stoisko, stylizowane na klasyczny salonik z drewnianymi meblami - starym zegarem, regałem, sekretarzykiem, gdzie ustawione były książki. Najbardziej jednak podobał mi się śpiący na fotelu pies. Nie wiem, jaką książkę miał promować, ale był po prostu taaaaki słodki :) Iskry miały też jeden z ładniejszych katalogów w ślicznej teczuszce, ale sprytnie ukrył je na malutkiej szafeczce. Ale co to dla wścibskiego studenta :)

Następnie moją uwagę przyciągnął W.A.B. (ze względu na pracę zaliczeniową), gdzie spotkałam Paulinę, która pytała się, gdzie znajdzie W.A.B. ;) Dalej poszłyśmy z Anetą zachwycać się Znakiem, który zrobił sobie ściany z kartonów ze swoim zielonym logiem, a na środku postawił trzymetrowe atrapy grzbietów książek. Robiły wrażenie. Załapałyśmy się też na parę promocyjnych fragmentów powieści (jedna o jakże intrygującym tytule “Wszyscy mężczyźni mojego kota”. Ze względów oczywistych musiałam ją wziąć.)

Niestety, na stoisku Ambasady Japońskiej nie można było niczego kupić, tylko pooglądać :( Za to wypełniłyśmy ankietę i pobrałyśmy trochę materiałów po angielsku. Podróżując dalej, trafiłyśmy na stoisko Zysku i S-ka. Wiem, że obiecałam sobie, że niczego nie kupię, ale tak sobie pomyślałam, że jedna książka mnie nie zabije, przecież to targi książki, raz mogę nie zjeść obiadu (co to dla studenta) i w ogóle. W związku z tym nabyłam “Forresta Gumpa”. W domu zajrzałam do środka i - szczerze mówiąc - średnio jestem zachwycona. Brak mi jakoś klimatu, który miał film… no ale nie ocenia się książki po jednej stronie, dlatego też wypowiem się szerzej, jak przeczytam całość.

Wróciłyśmy na dół, by odnaleźć Kasię, która nie mogła od jakiejś godziny na targi dotrzeć. Kiedy już przyszła, zarzuciła nas listą książek do kupienia (szkoda, że ja się tam nie przygotowałam. Chyba już zacznę odkładać kasę na przyszły rok) oraz wydawnictw do odwiedzenia. Na większości z nich już byłyśmy, ale co tam, łaziłyśmy dalej. Tym sposobem dotarłyśmy na stoisko Bellony, gdzie chciałyśmy wypełnić ankietę, ale pytania były za trudne :P (to zabawne, że w ankiecie był do wygrania komplet książek, które trzeba było znać, żeby ją wypełnić ;) ) Następnie zaplątałyśmy się na stoisko Albatrosa (po raz pięćdziesiąty), co było z mojej strony dużym błędem, gdyż katalogi zdążyły zniknąć z gabloty, odsłaniając ukryte w niej książki. Tak też wysupłałam z portfela ostatnie grosze (zostało mi ich dokładnie 75 po tych zakupach… dobrze, że nie miałam przy sobie więcej pieniędzy bo bym do czerwca nie dożyła ;) ), by zostać szczęśliwą posiadaczką “Buszującego w zbożu”.

Z drugiej strony żal mi książki o jakże ciekawym tytule “Seks, druk, rock’n'roll”, nowej książki Gołębiewskiego czy samego “Rynku Książki”, który nawet chcieliśmy kupić, ale żadnych zniżek nie było :( Nie wspominając o całej masie innych książek… (Aneta zaskoczyła bardzo panią z Biblioteki Analiz, gdy przerwała jej tłumaczenie, czym też Rynek Książki jest, bo ona doskonale to wie ;) ) Generalnie - nie wiem, jak wy - ale tego w książkach nie cierpię najbardziej - jest ich tak dużo, że bez względu, jak bardzo bym się starała, wszystkiego wartego uwagi, albo chociaż związanego z moimi zainteresowaniami nie przeczytam, bo mi życia nie starczy… No chyba że doczekam dnia, w którym wszystko będziemy sobie wgrywać bezpośrednio do mózgu ;)

Na koniec zajrzałyśmy jeszcze do salonu ilustratorów, gdzie znalazłyśmy bardzo fajną rzecz, ale nie mogę o niej napisać, bo do tej pory Kasia nie dostarczyła mi zdjęcia :( Kasiu! Prześlij mi je w końcu!

Podziwiam ludzi, którzy siedzieli na targach cztery godziny i gdy ja wychodziłam po dwóch z kawałkiem, jeszcze krążyli. Zwłaszcza jeśli nabrali tyle katalogów co my - dwie reklamówki plus plecak robią wrażenie (i nieźle ciążą). W sumie ja tez bym została, ale coś jeszcze miałam tego dnia do zrobienia (już nie pamiętam co… a Targi raz w roku są _-_).

W każdym razie w przyszłym roku trzeba się do targów lepiej przygotować. Jak to się mówi - pierwsze koty za płoty, a teraz idziemy czytać :)

PS. Zdjęcia dorzucę, jak tylko je zdobędę (bo jedno nie dotarło, a drugie zaginęło w odmętach mojego dysku).

Łowy z targów

Published in: Wydarzenia | on maj 27th, 2008 |

You can leave a response, or trackback from your own site.

Komentarze: 5 Leave a comment.

  1. On maj 27, 2008 at 6:45 po południu Klara Said:

    Oj widać koleżanko, że byłaś na targach po raz pierwszy :) ale generalnie podzielam twoje odczucia :)

  2. On maj 28, 2008 at 1:42 po południu agamaruda Said:

    Oczywiście, że pierwszy, kiedy miałam iść, jak ja ze wsi jestem :P A jak człowiek przyjechał do Wawy to może zacząć żyć ;)

  3. On lipiec 1, 2008 at 12:46 po południu dziewczyna Estreichera » Blog Archive » Podsumowanie posemestralne - Zagadnienia Wydawnicze i Księgarskie (ćwiczenia) Said:

    [...] tym dzięki drowi Zającowi wybraliśmy się na Targi Książki (tzn. część z nas może i tak by się wybrała, ale to zawsze był taki dodatkowy impuls ). A [...]

  4. On październik 15, 2008 at 6:39 po południu Lukasz Said:

    No tak, targi zawsze to wielka przygoda, tylko czasu czasem brak. Mi w tym roku też się udało wynieść 2 reklamówki katalagów, których w większości (jak i rok wcześniej) nie przejrzałem :)

  5. On październik 16, 2008 at 11:23 po południu agamaruda Said:

    A ja tak stopniowo wyrzucam co mniej efektywne… W przyszłym roku przyniosę nowe, to te wywalę wszystkie :) I tym razem mam zamiar przynieść więcej książek ;)

Leave a Comment