Wokół piłki

Moje osiedle jest dosyć specyficzne. Blok ma kształt kwadratu, wewnątrz którego znajduje się podwórko. W cudownych czasach mojej młodości mieliśmy piaskownicę, huśtawki, kosz do rzucania piłki, ławkę. Zbieraliśmy się wszyscy właśnie na podwórku, bo gdzie mieliśmy iść? Ludzie w tym samym wieku, wspólne zainteresowania - ewentualnie można było do kogoś do domu wskoczyć. Teraz sporo się zmieniło, co zresztą obserwuję “skokowo”, bo przyjeżdżam do Płocka raz na dwa tygodnie i za każdym razem spotyka mnie jakaś niemiła niespodzianka. Najpierw zagrodzili nasze osiedle, co spowodowało, że zamieszkałam w getcie (ja wiem, że to nieładnie tak żartować, ale tak na to wtedy mówiliśmy - no przepraszam, wokół wejścia na moją klatkę w koło tylko mur i kraty…), potem pozagradzali część trawników a wewnętrznym podwórku, czego sensu do tej pory nie udało mi się zrozumieć. Na koniec zniknął plac zabaw.

Jedno z tego wszystkiego zostało dalej - zakaz gry w piłkę. Myślę, że miało to zapobiegać zbijaniu szyb w oknach, ale mieszkam tu od ponad 10 lat i, szczerze mówiąc, nigdy nie słyszałam o choć jednej wybitej szybie. W każdym razie tabliczki z przekreśloną piłką pojawiały się tak samo uporczywie, jak myśmy dążyli do ich usunięcia. No bo co to jest, żeby taka tabliczka stała na środku trawnika, gdzie przeszkadza w grze? I wszyscy grali, bez względu na zakazy, najwięcej w przejściu.

Już nie pamiętam od czego zaczął się tamten mecz. Pewnie wyszło nam tak spontanicznie, po prostu wylegliśmy na podwórko, ktoś miał piłkę i zaczęliśmy grać. To znaczy ja nie grałam, ale kibicowałam. Drużyny podzieliły się ulicami - drużyna Z. kontra K.. Mieszkańcy osiedla się wściekali, a chłopcy biegali między budynkami, zdobywając kolejne bramki. Nie pamiętam, kto wtedy wygrał. Z resztą - to naprawdę nie miało znaczenia, kto wtedy wygra, liczyło się to, że dobrze się bawiliśmy. Wiem, że to głupio brzmi, ale naprawdę tak było - chodziło nam tyko i wyłącznie o to, że świeci słońce, nadchodzi lato, a my kopiemy między sobą piłkę.

Chcieliśmy to powtórzyć. Ze strony Z. to może nawet chodziło o rewanż, ale naprawdę już nie pamiętam. Umówiliśmy się - ku uldze sąsiadów - że przeniesiemy się na boisko pobliskiej szkoły. Tam z resztą mieliśmy lepsze warunki, by zagrać prawdziwy mecz. No właśnie - prawdziwy mecz…

Cały dowcip polegał na tym, że mecz, który wtedy zagraliśmy - ten między blokami, na trawie, wynikły zupełnie spontanicznie - był tym prawdziwym. Następnego dnia wszystko poszło nie tak. Z. występowała w innym, mocniejszym składzie, co zresztą było niesprawiedliwe. Może to była moja drużyna, ale ani wtedy, ani dziś nie mam zamiaru ich bronić. Nawet nie chodzi o to, że do zespołu weszły osoby, które w tamtym czasie nie należały do naszej przesiadującej na podwórku paczki. Z drużyny wypadli ci, którzy powinni w niej grać, którzy grali dzień wcześniej i którym się to należało. W imię jakiejś sprawiedliwości, zasad fair play, dobrej zabawy.

Nie kibicowałam. M. i B. nie biegali po boisku, ale jako najsłabsze ogniwa drużyny trafili na ławkę rezerwową, z której nie było już powrotu. Zbyt wściekli, by robić cokolwiek, kręciliśmy się wokół boiska. W końcu sobie poszłam. Nie wiem, jaki był wynik. Znowu wynik nie był ważny, bo co daje zwycięstwo okupione ponownym zepsuciem stosunków między naszymi dwiema ulicami?

Tak sobie myślę, jak to się dzieje, że jednego dnia potrafimy zrobić coś wspólnie, a następnego wkraczają już do akcji prywatne ambicje? Czyżby spontaniczność miała tak dużą siłę? A może smak zakazanego owocu, granie mimo zakazów nas uskrzydlało? Żal mi tamtego meczu. Mógł być lepszy. Zastanawiam się, kto ściągnął te dodatkowo osoby do drużyny Z. Czyżby dla kogoś zwycięstwo czy tam może nawet rewanż były aż tak ważne? Przecież chcieliśmy grać drugi mecz, bo w trakcie pierwszego tak dobrze się  bawiliśmy. To nie chodziło o to, żeby to powtórzyć?

Tak mi się jakoś przypomniało a propos Euro… Dziś w każdym razie zamierzam kibicować Polakom, nawet jeśli nie bardzo już mają o co grać. Smuteczek.

Published in: Różności | on czerwiec 16th, 2008 |

You can leave a response, or trackback from your own site.

Komentarze: 3 Leave a comment.

  1. On czerwiec 17, 2008 at 6:36 przed południem arek Said:

    właśnie dla tego czytam Twojego bloga :)
    ma to coś co ten wspomniany mecz…
    jak dla mnie Twoje pisanie rozkwita

  2. On czerwiec 17, 2008 at 3:22 po południu agamaruda Said:

    Nie, moje pisanie było zawsze najwyższej próby ;) Nie no, żartuję, miło mi to słyszeć :)
    Jeśli chodzi o Euro, to cud się niestety nie wydarzył…

  3. On czerwiec 20, 2008 at 1:41 po południu Magdalena Said:

    Moje osiedle jest młode, dość ładne i - beznadziejne zarazem. Wszędzie wiszą tabliczki “zakaz gry w piłkę” - i dobrze, bo już nie raz piłka wpadała nam na balkon. Szkoda tylko, że wycinając okoliczne lasy i budując bloki zapomniano o dzieciach i młodzieży, która straciła już dwa okoliczne boiska. Wszędzie ten pieniądz… :(

Leave a Comment