Kupiłam sobie ostatnio książkę. Co prawda najpierw wybrałam inną i już nawet stałam z nią w kolejce do kasy, kiedy łagodna, biała okładka przykuła mój wzrok. Dokonałam szybkiej zmiany decyzji i po chwili płaciłam za mój świeżutki czytelniczy nabytek.
W domu książkę, dalej zawiniętą w reklamówkę, rzuciłam na szafkę i obiecałam sobie, że nie tknę jej, dopóki nie skończę paru innych tytułów. (Swoją drogą - praktycznie zawsze czytam jednocześnie parę pozycji. Dlatego ciągle obiecuję sobie, że nie rozpocznę następnej książki, dopóki nie dokończę tych zaczętych wcześniej. I oczywiście konsekwentnie swoje własne przyrzeczenie łamię). Ale że jakiś tydzień później robiłam porządek na półkach i zrobiło się trochę wolnego miejsca, postanowiłam wyciągnąć ją z reklamówki i dostawić do reszty kolekcji. Wciąż pachniała nowością, przyjemnym smrodkiem farby drukarskiej. Ciekawe, że nie spotkałam jeszcze ani jednej osoby, która by tego zapachu nie lubiła.
Read the rest of this entry »