“SZCZEGÓŁOWE ZASADY STUDIOWANIA W INSTYTUCIE INFORMACJI NAUKOWEJ I STUDIÓW BIBLIOLOGICZNYCH UNIWERSYTETU WARSZAWSKIEGO”
Paragraf 6, punkt 8
“Szczegółowy rozkład, obsadę i sylabusy zajęć w Instytucie oferowanych w danym cyklu
dydaktycznym ogłasza studentom dyrektor po zasięgnięciu opinii organu samorządu studenckiego
odpowiednio: dla semestru zimowego do końca maja danego roku, dla semestru
letniego – do końca listopada roku poprzedzającego.”
No i tyle w tym temacie. Ja się tylko pytam, kto mnie będzie przepraszał, jak się będę musiała wyrejestrować z lektoratu, za który na 3 roku płacę już ciężkie pieniądze i na który idę, bo chcę, a nie muszę? To przepraszam, nam się daje szansę rozwoju czy ją ogranicza? Bardzo miło, że siatki zajęć jak nie było, tak nie ma, za to rejestracje ruszyły. A jutro ruszają oguny. I też będzie cyrk?
Nie mówiąc już o tym, co się dzieje w USOS-ie. Udało mi się zapisać tylko dlatego, że koło 7 minuty rejestracji nastąpił nagły przebłysk świadomości systemu. Ale od tamtej pory (już 38 minut…) nic nie działa. Naprawdę nie można tego zrobić tak, żeby działało? Bo ja mam już dość. Co pół roku ta sama zabawa - zapiszę się czy nie? I klikanie “odśwież, odśwież”. Co to ma być, trening mięśni palca? Nie wiem, skoro na przykład zapisy na w-fy można było podzielić na parę tur, to nie można tak zrobić z lektoratami, żeby choć trochę odciążyć serwery? Ludzie, myślcie!
Ja się pytam - na cholerę nam ten USOS, skoro i tak muszę latać jak kot z pęcherzem, żeby zdobyć wpisy do indeksu? A potem części ocen i tak nie ma w systemie i się doprosić nie można, żeby zostały wpisane? Przecież to jakaś głupota.
Jak to mawia mój znajomy - weźcie młotek i pierdolnijcie się w dekiel. I zacznijcie studentów traktować poważnie, bo mam już dość dowcipów o tym, że to szkoła przetrwania i kto się w USOS-ie nie zapisywał, ten życia nie zna.