Środowe wykłady z historii nauki i naukoznawstwa cotygodniowo dostarczają nam cennych informacji, niekoniecznie na temat. Za to dzięki nim doskonale wiemy, że nic tak nie uspokaja mężczyzny jak kobieca ręka, w związku z czym nie ma sensu rozdzielać akademików, tudzież pokojów w nich, na męskie i żeńskie, tylko raczej przymusowo kwaterować przedstawicieli płci przeciwnych razem. Dla spokoju. Nie jestem tylko pewna jak to się ma do założenia, że mężczyzna cieszy się życiem do ślubu, a potem to już nie bardzo (może póki facet jest sam to ma większą ochotę do rozrabiania, a jak znajduje sobie (albo ona jego znajduje) kobitę, to mu się żyć odechciewa i przez to siedzi skulony i cichy? Ew. jest to kwestia do zbadania, ale o tym za chwilę).
Dzisiejszy wykład z naukoznawstwa miał jednak trochę inny charakter, choć matek, żon i kochanek też nie zabrakło. 12 grup wykonało tzw. gratisa, chcąc zapewnić sobie fory na egzaminie. Gratis polegał na przedstawieniu pewnej cechy wspólnej dla naukowców danej dziedziny, dzięki której osoby o tej cesze lepiej rokują dla rozwoju nauki. Trochę to zakręcone, ale powiedzmy, że np. większość chemików to blondyni. Albo mają krzywe zęby. W związku z czym dobrze jest inwestować w krzywozębych chemików, bardziej niż w tych ze zgryzem prostym.
Niestety, tylko nieliczne prace mogły zostać wyróżnione, w związku z czym aż do ostatniej chwili panowała “cisza przedprezentacyjna” i nikt nie chciał zdradzić, co dokładnie i w jaki sposób robi, żeby nie dać podkraść sobie genialnego pomysłu. Co ciekawe, żadna z wymienionych cech się nie powtórzyła. Jak to w praktyce wyglądało?
Jak stwierdził dyrektor Kuźmina: “Dzisiaj państwo będą się kompromitować”, więc poszłam i na dzień dobry się skompromitowałam, restartując komputer przy okazji odłączania pendrive’a. Ale o moim komputerowym analfabetyzmie wiadomo od dawna. Z lekkim poślizgiem zaczęliśmy jednak:
Read the rest of this entry »