Świątecznie
W zeszłą środę odbyła się Wigilia Instytutowa. Odbyła się z lekkim poślizgiem i przygodami, gdyż pomyłka organizacyjna zagnała nas na Stare Miasto, dokładnie na ulicę Freta, do kawiarenki “To lubię”. Okazała się ona dosyć mała, choć urocza, zaczęliśmy się więc martwić, jak niby wszyscy mają się tu pomieścić. Wówczas okazało się, że czeka nas podróż na Ochotę. Dlaczego od razu nie wylądowaliśmy w Ośrodku Kultury Ochoty, tego nie wiadomo, ale przynajmniej było zabawnie (i ziiiiiiimno jak nie wiem).
A było tak:

A teraz, nawiązując może do zdjęcia powyżej: Wesołych Świąt, Szczęśliwego Nowego Roku, smacznego świątecznego karpia (niekoniecznie kradzionego z cudzego talerza), kolorowej choinki, dużo śniegu (wiem, że ostatnio śnieg dał się wszystkim we znaki, ale osobiście wolałabym, żeby w święta jeszcze poleżał, a nie roztopił się 24…), bałwanków, łyżwów, nartów, prezentów (a to akurat po polsku wyszło…) i książków, książków, książków - do czytania, żeby jakaś przyjemność w życiu była i do katalogowania, bo coś trzeba w tym życiu też robić.
A na koniec mały kącik świąteczny u mnie na biurku. Z gorącymi buziakami dla Doroty :*

Moja przygoda z nową powieścią Andrzeja Sapkowskiego zaczęła się niezbyt szczęśliwie. „Żmija” ma brzydką okładkę, srajtaśmowy papier i stanowczo za mały dolny margines. Do tego robi wrażenie zaskakująco krótkiej w porównaniu z 5-tomowym Wiedźminem czy 3-częściową Trylogią Husycką. Ale nie ocenia się przecież książki po okładce.